Rower

Może nie najlepiej, ale jako…

Może nie najlepiej, ale jako tako

Czyli #700km na #rower z Krakowa do Suwałk, bo zapowiedzieli cieplejszą niedzielę i poniedziałek, więc postanowiliśmy to wykorzystać.

Pobudka o 4 rano, śniadanie i startujemy razem z @Mortal84 w niedzielę o 5. Razem, ale osobno, bo ja z Krk, a on ze Śląska. Ciemno, zimno (najmniej koło -5 stopni), ale przynajmniej sucho, więc tragedii nie ma. Po 90km spotykamy się na Orlenie w Szamotułach, zaś godzinę później łapiemy @edicsson i @fenter we Włoszczowej, do której przyjechali pociągiem. Robi się nawet przyjemnie i słonecznie, pedałuje się nam przez, nudną niestety, centralną Polskę całkiem sprawnie. Kilka przerw na Orlenach, bo wiadomo – TE niedziele.

Plan jest dojechać do Mińska Mazowieckiego, zwanego przez nas Białorusią, ale zapobiegawczo trasę przygotowałem sobie do Suwałk jakby siły były. Jakieś sto km przed Mińskiem zaczął łamać się @fenter i żałować, że nie wziął wolnego na poniedziałek. Niedługo później sam siebie przekonał, że w sumie raz do pracy można nie pójść.

U @edicsson głaszczemy kota, jemy przygotowaną przez nią kolację i szarlotkę, po kawałku jeszcze na drogę i lecimy! Mając już 400km w nogach i perspektywę całej nocy jazdy jeszcze 300km wymaga pewnej formy uszkodzonego mózgu…

Na Podlasiu o 3 w nocy wyjeżdża po nas @guziec za co wielkie mu dzięki, szkoda tylko, że boczne drogi akurat były trzeciej kategorii, ale sam sobie tak wyrysowałem. Zostawia nas w Szczuczynie, gdzie obowiązkowe zdjęcie dla @fvck, a ja czuję się coraz bardziej zmotywowany do szukania jakiegoś najbliższego pociągu, bo od ponad 100km kark i mięsień czworoboczny chcą mnie wykończyć. Ale w sumie zostało jeszcze sto do Suwałk, pociągu raczej nie ma, więc jedziemy dalej.

Dość nieprzyjemna trasa między Stawiskami, a Augustowem, bo mnóstwo TIR-ów, ale wszystko bezpiecznie. W Augustowie z @fenter jemy Maczka, walczymy trochę z wiatrem. W Suwałkach jesteśmy koło 11, brakuje mi 20km do 700, to moje OCD nie pozwoliłoby mi pójść spać, jakbym tego nie dokręcił. Udało się, czekamy na pociąg do Białegostoku. Tam też rozstaję się z moim towarzyszem.

I tu parę mniej przyjemnych akcentów, bo:
– dworzec od dawna w remoncie, ale jest jakiś tymczasowy kontener, więc dało się schować,
– pociąg miał wg Internetów pół godziny opóźnienia, więc elegancko czekam, ale baba w kasie mówi, że już jest podstawiony, więc lecę jak głupi, bo odjazd za 5 min, po czym na peronie pociągu nie ma i komunikat o półgodzinnym opóźnieniu,
– wchodząc po schodach do wagonu spełniło się moje odwieczne „marzenie” i spadłem między pociąg, a peron obdzierając sobie goleń i łamiąc uchwyt na telefon,
– przed Skierniewicami ostre hamowanie, zgasły światła i potrącenie „zwierzyny leśnej”, kolejne pół godziny stania i opóźnienia plus wyprzedzało nas potem kilka pociągów,
– cos tam bolało kolano, kark i o dziwo szczęka, bo od jazdy w kominiarce, gdzieś się tam trochę twarz spociła, a wiał wiatr – zawsze to coś nowego – po dwóch dniach został tylko czworoboczny, ale z nim mam problem od lat.

Summa summarum „nie żałuję niczego”, a ekipa pięknie się spisała i miło było z nimi jechać,
– @fenter #500km
– @Mortal84 #400km
– @edicsson #200km
– i gościnny udział pana @guziec.

Jak w lutym da się robić 700km, to w sezonie powinno być nawet ciut lepiej. Będzie drugi Eurotrip, jeżeli ktoś mieszka w Europie i myśli, że w lipcu/sierpniu może przygarnąć pod dach na noc to piszcie niezależnie gdzie mieszkacie. Naniosę na mapę i zobaczę, czy się przyda. Nic zobowiązującego, ot zwykłe „no może i tak, a jak będzie bliżej terminu to się zobaczy”.

Strava

#metaxynarowerze