Rower

W sobotę kupiłem książkę…

W sobotę kupiłem książkę „Zinn i sztuka serwisowania roweru górskiego” – wyjeżdżałem na odludzie, gdzie o zasięg komórki ciężko, a roweru nie miałem jak ze sobą zabrać. Z tego co widziałem to książka zebrała bardzo pozytywne recenzję na zachodzie (Amazon itd.), a w Polsce jest polecana m.in. przez https://roweroweporady.pl/najlepsza-ksiazka-o-serwisowaniu-roweru/ Niestety z bólem dzisiaj na mocy rękojmi musiałem zwrócić. Doczytałem do około 1/3 książki i okazało się, że brakuje kilkunastu stron – wystarczy spojrzeć na zdjęcie i numerację stron. Obecnie oczekuję na wymianę książki, bo w sklepie drugiego egzemplarzu nie mieli.

Teraz o samej książce. Nie ma w niej zdjęć, są za to czarno-białe ilustracje przypominające wręcz rysunki techniczne – moim zdaniem na plus bo czytelność tych obrazów jest świetna. Autor na początku wymienia potrzebne narzędzia podzielone na kilka poziomów, jeśli chodzi o stopień skomplikowania czynności do których są one potrzebne (później są one wymieniane na początku każdego działu). Wszystko jest opisane proceduralnie: najpierw rozłożenie danego komponentu, później jego skręcenie i wreszcie regulacja – na końcu działu opisane są też typowe usterki i jak sobie z nimi radzić.

Duży plus tej książki to opis części kilku generacji i różnic między nimi – w przypadku filmików na Youtube itd. którymi często się posiłkowałem wcześniej, autorzy zazwyczaj używali rowerów z rocznika, które akurat posiadali. Przykład to przerzutka tylna, gdzie Zinn opisuje śruby do regulacji, których może brakować w starszych rowerach lub np. napinacze łańcucha, które trzeba trochę inaczej rozbierać itd.

Co prawda szczegółowo przeczytałem tylko 1/3 książki, ale przejrzałem też kolejne działy. Jest cały dodatkowy dział poświęcony dopasowaniu roweru do siebie (bike fitting). Lennard dorzucił też cały dział o zaplataniu i centrowaniu kół, a także tabele z typowymi momentami obrotowymi jakie są potrzebne podczas dokręcania śrub.

Zdecydowanie mogę polecić tę książkę, jeśli kogoś interesuje mechanika rowerowa. Jedyny minus jaki mogę do tej pory wymienić to rozmieszczenie ilustracji – zazwyczaj są umieszczane na kolejnej parze stron i trzeba kartkować, jeśli chce się je zobaczyć. Być może to winna polskiej edycji i jej składu, zobaczę czy tak rzeczywiście jest, bo zamówiłem wersję angielską dotyczącą rowerów szosowych „Zinn & the Art of Road Bike Maintenance” – nowsza edycja i łatwiejsze przetłumaczenie niektórych technicznych zachęciło mnie do tego.

#rower #ksiazki

Rower

Údolie smrti Czyli 317 km…

Údolie smrti

Czyli 317 km #rower na święta, bo po co najkrótszą drogą jak można zboczyć na zagranicę, no i po co jechać samochodem jak ten czas można „zmarnować” na rowerze. W pierwszym komentarzu zdjęcia z kolejnego dnia, do którego już nie ma sensu robić wpisu. Okolice Diabelskiego Kamienia w Foluszu – trzeba być debilem jak ja, żeby wybrać się tam z rowerem. Szosowym tym bardziej. Ale dla mnie było mega nawet jak nieraz musiałem go nosić – w SPD-SL to prawdziwa „rozkosz”.

Start o 6 rano. Rześko i słonecznie, więc człowiek pozytywnie się nastawił. Zapowiadany #wmordewind cały dzień bo najpierw miało wiać z południowego-wschodu, potem ze wschodu już na słowackiej stronie i na koniec po polskiej z północnego wschodu. Widać wiatr robił pętlę.

Gdy robiło się już naprawdę ciepło, to po 30km niestety zaszło słońce za grube chmury co w połączeniu z wiatrem w twarz powodowało, że aż do południa temperatura nie przekroczyła 10 stopni. Polską stronę krążyłem, żeby zrobić trochę przewyższeń, a potem już dzida na Słowację. Tam obowiązkowym pkt był Świdnik z pomnikiem i paroma maszynkami wojennymi – ciekawie ludzie mieszkają. Czołgi, katiusza i samolot pod blokiem. Znajomi się śmieją, że jak wracam do domu to jadę na Ukrainę, a to na Słowacji nazwy miejscowości bywają po ukraińsku i szczekaczki nadal wiszą na słupach.

Głównym celem wyjazdu był przejazd przez Dolinę Śmierci, czyli miejsca, gdzie rozegrała się bitwa pancerna Operacji Dukielsko-Preszowskiej. Armia sowiecka i czechosłowacka starła się z Niemcami. Na pamiątkę porozmieszczano w okolicy kilkanaście czołgów, które stoją m.in. w szczerym polu. Polecam fanom takiego żelastwa.

Kawałek od granicy dołączył do mnie kumpel z liceum i razem dojechaliśmy do mojego rodzinnego domu.

Strava

Trochę zaległy wpis, ale z kronikarskiego obowiązku. Pewnie wieczorem wleci jeszcze kolejny z wyjazdu do Czech – raczej i tak tylko wrzucam te 300+ km.

#metaxynarowerze #100km #200km #300km (nr 3)

Rower

udostępnię też tutaj, żeby…

udostępnię też tutaj, żeby ludzie wiedzieli jacy debile jeżdżą. Niestety napinacze zawsze psują wszystko ( ͡° ʖ̯ ͡°) tutaj akcja z Via Dolny Śląsk… #szosa #kolarstwo #rower

Debil – upośledzony umysłowo w stopniu lekkim; imbecyl – upośledzony umysłowo w stopniu umiarkowanym; idiota – upośledzony umysłowo w stopniu ciężkim; … Debil to osoba niemądra (o niskim poziomie inteligencji). To ten Pan siedzący po lewej.
Słownik SJP

Dziś poznałem synonim czy jeszcze kolejny stopień upośledzenia umysłowego: Patryk Matuszak z ekipy kolarskiej Pro-Fit-Bike. Czyli „król szos”, bo jest szybszy i jest „fajniejszy”?! W skrócie: KOLARSKI KRYMINAŁ. Niestety na Via Dolny Śląsk też jeżdżą ludzie niepoważni, choć to myślę, że jest wyjątek, bo do tej pory spotykałem tylko sympatycznych i zrównoważonych kolarzy.

Krótkie wprowadzenie do sytuacji: na 2km wyścigu łapię gumę i wyścig się praktycznie dla mnie kończy, schodzę z podjazdu, M2 odjechało, ale za grupą M5 jedzie wóz serwisowy, wymieniają mi koło, jadę więc sobie powoli po trasie, spotykam Czesię, spotykam innych znajomych, jadę chwilę z grupą M4 Mini… Wszystko fajnie ładnie aż do przejazdu przez metę między 3-4 okrążeniem. Jechałem totalnie wyluzowany z 3 dziewczynami i kilkoma panami co to już dawno odpadli od peletonów. Dostaję z łokcia nagle…. widzę że jedzie czołówka M2/M3 z dystansu MaXi… Patryk Matuszak jadący z tyłu tej grupy zaczyna wyzywać, że jest dubel i mamy CYTAT „zdublowane śmiecie spierdalać z drogi” , trzymam się spokojnie na tyłach grupy nikomu nie przezkadzając, NIKT inny nawet słowa nie powiedział. Po chwili po zmianie tow. Matuszak schodzi na tył i cyt. „Ty jeszcze tu śmieciu?! Zaraz zobaczysz” No i wyprzedził mnie, zepchnął do prawej na barierki i ostro zahamował i niestety SPOWODOWAŁ kraksę, gdzie wyłozył się jeszcze jeden niewinny niczemu kolarz, który sobie jechał jak ja, tak o po prostu. Niestety leżący tow. Patryk Matuszak na swoim poziomie, czyli prosto z ziemi wykrzyczał jeszcze kilka bardzo górnolotnych słów CYTUJĘ ” Masz w ryja na mecie frajerze”.. No niestety chyba trochę bardzo testosteron komuś uderzył do głowy. Po prostu Kolarski Kryminał dla tego typa.

Jego koledzy z grupy, która finalnie wygrała całe zawody odjechali, a towarzysz Patryk nie ukończył wyścigu, żeby było śmieszniej: wygrał dwa poprzednie i miał szansę wygrać kolejny. Zajął się luzacko jadącym mną, który się już praktycznie nie ścigał i nikomu nie przeszkadzał – każda grupa spokojnie przejeżdżała i co najwyżej podciągałem się na tyłach. No cóż, uważajcie na niego, bo jest przynajmniej Niezrównoważony. Mam nadzieję przyznam szczerze, że Bartosz Huzarski, ten Pan albo z nami więcej nie pojeździ albo dostanie milion karnych punktów.

Ja wyścig ukończyłem, chwilę poleżałem na asfalcie, wyprostowałem kierownicę i klamkę i pojechałem. Dziękuję serdecznie ratownikom i organizatorowi za natychmiastową i profesjonalną pomoc po kraksie. Bądźcie uważni.

Na szczęście się tylko poobijałem, jutro jadę z rowerem do serwisu i zastanawiam się nad domaganiem się zwrotu kosztów za to zachowanie, to nie była po prostu kolarska kraksa. Na szczęście mam wielu świadków!

link do posta na fb https://tiny.pl/tr14h

Rower

@Fat_Mo: „Zasada #7…

@Fat_Mo:

„Zasada #7 Powinieneś dbać o opaleniznę, tak by jej linia była ostra jak żyletka.
Pod żadnym pozorem nie należy zwijać rękawków, ani nogawek, usiłując wyrównać linię opalenizny. Zabronione jest również noszenie koszulek bez rękawków.”

( ͡° ͜ʖ ͡°)

#szosa #rower